Mini wykłady o maxi sprawach

Mini wykłady o maxi sprawach

Kołakowski Leszek

Wydawnictwo: ZNAK
Seria wydawnicza:
ISBN: 83-240-0378-9
Okładka: twarda
Objetość: 312

O DŁUGACHWyobraźmy sobie, że pewnego dnia ludzkość postanawia na serio wziąć biblijny (a także koraniczny) zakaz pożyczania pieniędzy na procent i okazać mu posłuch. Cóż by się stało? Tegoż dnia przestałyby istnieć wszystkie banki świata, wszystkie ośrodki finansowe, kasy pożyczkowe i oszczędnościowe, fundusze emerytalne, towarzystwa ubezpieczeniowe tym samym przestałaby funkcjonować prawie cała produkcja przemysłowa. Świat pogrążyłby się w nieopisanym chaosie, nastałaby prawdziwa wojna wszystkich przeciwko wszystkim, zagłada cywilizacji. Chociaż nikt nie lubi być zadłużony, to jednak wiemy wszyscy, że instytucja kredytu jest fundamentem życia społecznego i gospodarki w naszym świecie. Wierzyciel właściwie sprzedaje czas - ten mianowicie, który upływa między produkcją jakiegoś towaru a jego sprzedażą, między kupnem czegoś a zapłatą. Wydaje się, że gdy pożyczam od kogoś pieniądze z zamiarem ich oddania razem z oprocentowaniem, jestem optymistą, mam zaufanie do przyszłości, która będzie na tyle dobra, że pozwoli mi spłacić wierzyciela i tym procentem wynagrodzić go za jego usługę. Podobnie wierzyciel jest chyba optymistą, skoro ufa, że dług mu będzie z naddatkiem zwrócony. Skoro zaś cała produkcja i wymiana w rozwiniętych społeczeństwach są napę-dzane systemem kredytowym i prawie wszyscy w tym systemie uczestniczą, należy sądzić, że prawie wszyscy mają optymistyczny obraz świata. Nie wiem, czy są jeszcze inne argumenty na rzecz hipotezy tak śmiałej. Nie uczestniczyć w obiegu kredytowym jest nadzwyczaj trudno (jeśli nawet pominąć upływ czasu między moim korzystaniem z narzędzi elektrycznych czy gazowych a opłacaniem tych usług, co jest też formą pożyczki). Nawet jeśli nie mam długów osobistych, ale płacę podatki, jakaś część tych podatków idzie na obsługę długów państwowych, a jeśli po prostu trzymam pieniądze w banku, który nimi obraca, jestem tego banku wierzycielem i dobrodziejem. W tym ostatnim wypadku mój interes klasowy polega na tym, by była jak najwyższa stopa procentowa w kraju, co jest przeciwne interesom znacznej większości, spłacającej długi za mieszkanie czy inne rzeczy. Kredyt w krajach Zachodu dostaje się łatwo. Każdy jest ciągle kuszony przez różne instytucje, które mu proponują czy to atrakcyjne towary na spłaty, czy nowe karty kredytowe bezprzykładnie korzystne, czy tzw. okazje do inwestowania. Niedawno obiegła prasę brytyjską wiadomość, że pewna para poprosiła dla zabawy o kartę kredytową dla swojej córeczki trzyletniej - podając prawdziwą jej datę urodzin. Jakoż panieneczka natychmiast dostała tę kartę z czcigodnej instytucji kredytowej. Długi podlegają, oczywiście, wszystkim ogólnym regułom kontraktów cywilnych, mają jednak, a przynajmniej miały do niedawna, własną szczególną stronę moralną. Do niedawna istniała - nie wiem, czy gdzieś jeszcze istnieje - osobna kategoria "długów honorowych", czyli takich, które gdy nie są spłacone, odzierają dłużnika z honoru należały tu długi zaciąg-nięte przy grze w karty, pewnie dlatego, że nie moż-na ich było egzekwować na mocy pisemnej umowy, trzeba więc było wymyślić narzędzie moralne, by zapłatę wymusić, i strach przed hańbą był tym narzędziem. Ale w burżuazyjnej moralności groza hańby dalej się rozciąga: pohańbiony był ten, kto został bankrutem, choćby bez własnej winy był nie tylko materialnie, lecz i moralnie zrujnowany i ściśle biorąc, powinien był samobójstwo popełnić. Jest podobno nadal taka reguła w Japonii, lecz gdzie indziej, jeśli samobójstwa w wyniku bankructwa się zdarzają, to chyba z desperacji w obliczu finansowej ruiny i czarnej przyszłości, a nie z powodu utraty honoru. Cnoty burżuazyjne są w zaniku w naszym świecie, pełnym gangsterstwa i korupcji politycznej (gdzie długi też mają być egzekwowane, ale inaczej) można sądzić, że ktoś, kto został ogłoszony bankrutem, ale ma znaczne ukryte dochody, będzie z tych zasobów korzystał, dbając tylko o to, by nie dać się złapać, nie martwiąc się zaś o to, że bankructwo okryło go hańbą. Na ogół spłacamy długi, bo jaka taka stabilność życiowa wymaga, byśmy nie byli ciągani po sądach, ścigani przez komorników itp., lecz pewnie niewielu tylko ma silne poczucie, że jest to sprawa moralna. Podatek, jeśli nie zapłacony w porę, jest też długiem względem państwa, jednak silne moralne przekonanie, że nie wolno przy podatkach oszukiwać, nie jest powszechne stopień identyfikacji z państwem obniżył się z pewnością znacznie. Przyczyniają się do tego na pewno media, z których dowiadujemy się wszyscy, ile miliardów ("z pieniędzy podatnika") jest marnowanych bez śladu przez niefrasobliwość lub niekompetencję urzędników i o ile więcej miliardów topią międzynarodowe instytucje finansowe, udzielając olbrzymich pożyczek różnym państwom Trzeciego Świata, które to pożyczki są w mgnieniu oka rozkradane przez rządzące kliki pożyczki płyną jednak nadal, czy to przez nieumiejętność kontroli ze strony wierzycieli, czy z racji politycznych, które bezsporne i oczywiste bynajmniej nie są. Trudno, by podatnik, gdy o tym czyta, nie wpadał w bezsilny gniew. Podatnik wie także, że klasa ludzi o najwyższych, niebotycznych dochodach składa się w większości nie z tych, którzy coś produkują i realne towary sprzedają, ale z tych, którzy "robią w pieniądzach", dla których sam pieniądz jest niejako towarem. Dla większości z nas, którzy ani tej sztuki nie umieją, ani nie wiedzieliby nawet, jak zabrać się do jej uprawiania, nie mając już od początku znacznych zasobów, ten sposób zarobkowania, choć wyłonił się w sposób naturalny z międzynarodowych obrotów, niesie w sobie coś osobliwie i niepokojąco niewłaściwego. Przy obecnej technice przepływu kapitałów i ich kumulacji nie ma sposobu, by ten system zmienić, lecz jego obecność przyczynia się także do poczucia bezradności ludzi ubogich. Zarówno instytucje finansowe, jak państwo wydają się większości z nas anonimowymi gigantami, lewiatanami bez imienia, które jednak sprawują nad nami władzę. Inaczej było, gdy bogaty lord po prostu mieszkał w pałacu, a chłop w marnej chałupie tylko rzadko powodowało to bunty, ale lord był przynajmniej widzialną i określoną osobą. Są więc jeśli nie racje, to przyczyny, w wyniku których w sprawie spłacania długów strona moralna doznała znacznego osłabienia. Ale jest inna sprawa moralna związana z długami. W różnych krajach Trzeciego Świata istnieje ciągle niewolnictwo, nie zapisane w prawie, ale całkiem realne, i nędzarze, którzy nie mogą spłacić długów swoich - nie beztrosko zaciągniętych, zaciągniętych dla przetrwania - idą w prawdziwą niewolę lub oddają w niewolę swoje dzieci. Póki te haniebne i monstrualne - wedle naszych dzisiejszych zasad - obyczaje nie są radykalnie zniesione, nie powinniśmy spać spokojnie. Czy mamy jakieś reguły, które mówią, przez jaki czas niespłacone długi nadal długami pozostają, a kiedy po prostu muszą pójść w niepamięć? Nie wiem, czy jakieś prawo wyraźnie tę sprawę rozstrzyga czy należy zakładać, że dług długiem pozostaje nieograniczenie? Przypuśćmy, że mógłbym udowodnić - jest to wybitnie trudne, ale nie jest zasadniczo niemożliwe - że jakiś człowiek, którego ja jestem spadkobiercą, pożyczył innemu ekwiwalent 10 dolarów na 10 procent rocznie 2000 lat temu i że można znaleźć kogoś, kto jest spadkobiercą dłużnika. Należność moja zapewne wynosiłaby dzisiaj więcej niż dochód brutto wszystkich krajów świata łącznie. Pewnie więc należałoby postanowić, że po określonym czasie roszczenia do spłaty długów tracą ważność. Święte prawo własności nie powinno obowiązywać bez granic.

Mini wykłady maxi sprawach ZNAK